Lovingeco Naturalny Omega Regenerujący Olejek do Twarzy. Uwielbiam!

Lovingeco Naturalny Omega Regenerujący Olejek do Twarzy. Uwielbiam!

Cześć Kochani. Nie będę kolejny raz usprawiedliwiać swojej długiej nieobecności. No cóż, doba jest zdecydowanie za krótka, a 14-tygodniowy szczeniak i niesforny dwulatek pochłaniają większość mojego czasu ;) Do tego minione upały i dolegliwości III trymestru ciąży dały się we znaki i przyznam się szczerze, że ostatnio trochę opadłam z sił. 
Ale za to dzisiaj chcę przedstawić Wam produkt, który choć wygląda niepozornie skradł moje serce w 100%. A mowa o Olejku Regenerującym do Twarzy z serii Omega polskiej marki Lovingeco
Jest to kompozycja 6 naturalnych olejów: słonecznikowego, makadamia, migdałowego, arganowego, z baobabu oraz jojoba zamknięta w 30 ml, szklanej buteleczce z dozownikiem. 


Producent zaleca stosowanie olejku do skóry twarzy, szyi i dekoltu raz dziennie, najlepiej na noc. Ja używam go tak naprawdę do wszystkiego. Do włosów, twarzy, dekoltu. Do pielęgnacji ciążowego brzuszka i skórek przy paznokciach. Uwielbiam go nie tylko za działanie ale również piękny, subtelny, bardzo kobiecy aromat, który jako jeden z niewielu w ostatnim czasie nie powoduje u mnie mdłości i nie męczy nosa ;) 


Bardzo lubię nakładać go po kąpieli na lekko wilgotną skórę. W moim przypadku nie wchłania się całkowicie pozostawiając delikatną warstwę na skórze, co przy stosowaniu na noc zupełnie mi nie przeszkadza. Za to rano skóra jest bardzo miękka, gładka, cudownie odżywiona. Rzadziej stosuję go do pielęgnacji twarzy właśnie ze względu na to, że jednak pozostaje wyczuwalny na skórze, a przy wyższych temperaturach moja twarz dosłownie się poci, więc nie chcę jej dodatkowo natłuszczać. 


Za to świetnie sprawdza się jako serum na końcówki włosów. W minimalnej ilości nakładam go na kocówki np, przed suszeniem zabezpieczając je przed wysoką temperaturą. Włosy pięknie lśnią. nie puszą się. Wyglądają po prostu zdrowo :)


Jak widzicie olejek jest kosmetykiem wielofunkcyjnym i sprawdza się nie tylko do pielęgnacji twarzy ale również włosów i całego ciała. 
Dla mnie to zdecydowany hit marki Lovingeco i serdecznie Wam go polecam. Szkoda, że nie występuje w większej pojemności bo stosowany na wiele sposobów bardzo szybko znika z buteleczki. 
Cena to 35 zł na stronie producenta.
Poniżej pełny skład produktu

INCI: Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Olive Glycerides, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Adansonia Digitata Seed Oil, Tocopherol, Parfum.

A Wy macie takie kosmetyki, które stosujecie nie tylko zgodnie z ich przeznaczeniem?
Znacie markę Lovingeco? :)
Pozdrawiam ciepło :)
Cześć, jestem Aslan! :)

Cześć, jestem Aslan! :)

Kochani wiem, że ostatnio bardzo zaniedbuję blogowanie ale mam na to usprawiedliwienie :D
Kilka dni temu nasza rodzinka powiększyła się o 11 tygodniowego czworonoga. Razem z mężem podjęliśmy decyzję o zakupie Berneńskiego Psa Pasterskiego z Hodowli Pasja Wyboru. 


Wiem, że dla wielu osób nasza decyzja może wydawać się pochopna i nie do końca rozsądna. Mamy dwuletniego synka, a w dodatku w sierpniu przyjdzie na świat nasza córeczka. Jednak przez to, że zarówno ja, jak i mój mąż wychowywaliśmy się w towarzystwie pieska, to nie wyobrażam sobie aby nasze dzieci nie miły psiego przyjaciela. Nie ukrywam, jest ciężko. Nauka czystości, 'docieranie się' dziecka z wcale nie małym szczeniakiem, a do tego powiększający się brzuszek i inne ciążowe dolegliwości. Szczerze? Mieszanka wybuchowa! Jednak z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że ani trochę nie żałuję tej decyzji. Cudownie się patrzy jak dwuletni Skarbek z dokładnością układa zabawki i kocyk w posłaniu psiaka. Jak delikatnie go głaszcze i choć jeszcze trochę niepewnie szuka z nim kontaktu. Aslan za to skrupulatnie wylizuje małe stópki Nikosia i traktuje go jak swojego, psiego brata, czasami zbyt entuzjastycznie reagując na jego towarzystwo :D Do tego podkradnie zabawek (tak, była już wojna o piszczącą piłkę), wykradnie jedzenia z miski, podgryzanie wszystkiego i wszystkich. Nie jest lekko ale za to wesoło, rodzinnie, po prostu pięknie :)




A Wy jesteście za czy przeciw wychowywaniu się dzieci razem ze zwierzętami? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na ten temat :) 
Kłopotliwa Maska Algowa z Borówką Nacomi + Shaker

Kłopotliwa Maska Algowa z Borówką Nacomi + Shaker

Cześć Wszystkim! Jestem ciekawa, czy macie w swoich kosmetycznych zbiorach taki produkt, który z jednej strony uwielbiacie ze względu na dobroczynne działanie na skórę, a z drugiej jego używanie spędza Wam sen z powiek? W moim przypadku takim "kwiatkiem" jest właśnie Maska Algowa z Borówką marki Nacomi


Uwielbiam maseczki w takiej formie, więc pełna entuzjazmu, zabrałam się za przygotowywanie odpowiedniej konsystencji maski.
Jak przygotowuje się maski algowe chyba nikomu nie muszę tłumaczyć. Sama również byłam pewna swoich umiejętności, w końcu w szkole kosmetycznej nie jedną taką "papkę" mieszałam.


Niestety tym razem przygotowanie jednolitej masy graniczy z cudem. Próbowałam już na wiele sposobów; w różnych proporcjach, z ciepłą, letnią i zimną wodą. Za każdym razem maska jest pełna grudek i równomierne nałożenie jej na skórę jest niewykonalne. 
Skusiłam się więc na Shaker do masek algowych, który proponuje Nacomi. Niestety i z jego pomocą próba przygotowania odpowiedniej konsystencji maski zakończyła się niepowodzeniem.



ALE! Jeśli już uda nam się nałożyć na twarz przygotowanego (przepraszam za określenie) "gluta" to zapewniam Was, że będziecie bardzo zadowolone z efektów, jakie otrzymujemy na skórze po jego usunięciu. 
"Maseczkę" pozostawiam na twarzy przez ok. 15-20 minut. W tym czasie glut/maseczka zastyga na buzi dając efekt lekkiego chłodzenia. Zdjęcie jej w całości również jest mało prawdopodobne ale już nie będę się czepiać :D Niemniej, maska choć kłopotliwa w użytkowaniu, jest naprawdę skuteczna. Dedykowana cerze wrażliwej i naczynkowej (czyt. mojej) idealnie ją wycisza, delikatnie rozjaśnia i cudownie nawilża. Skóra jest gładka, miękka w dotyku, a zaczerwienienia są zdecydowanie mniej widoczne. 


Z tego co dowiedziałam się od innych dziewczyn na profilu społecznościowym Nacomi, wiele z nich również miało trudności z przygotowaniem maseczki. Podobno pojawiła się partia kosmetyków, w których taki problem występował ale nie zawsze maski algowe Nacomi są tak kłopotliwe z przyrządzeniu. Własnie skończyłam swoje pierwsze opakowanie i zamierzam zamówić następne. Jestem ciekawa czy tym razem TRAFIĘ DOBRZE :D

A Wy lubcie maski algowe? Macie problemy z ich przygotowywaniem? Może macie swoje sprawdzone sposoby, dzięki którym maseczki zawsze wychodzą Wam perfekcyjnie? 
Podzielcie się w komentarzach :)

PS Sezon na truskawki uważam za otwarty :D



Achae. Mój nr 1 wśród peelingów kawowych!

Achae. Mój nr 1 wśród peelingów kawowych!

Kochani jakiś czas temu pisałam Wam recenzję peelingu kawowego marki Body Boom KLIK
Nadal uważam, że jest świetny ale na tą chwilę Peeling Kawowy Waniliowy marki Achae to mój zdecydowany faworyt! :)


Nie ukrywam, że będąc na ostatnich Ekotykach skusiłam się na niego ze względu na przepiękne opakowanie. Peeling zamknięty jest w szklanym słoiczku o pojemności 200 ml z uroczą etykietą. Uwielbiam takie detale, które cieszą oko i zachęcają do natychmiastowego użycia produktu ;) 
Waniliowo kawowy zapach również nie pozostaje obojętny. Jest cudowny, otulający i bardzo apetyczny, choć o ile w opakowaniu czuć jedynie słodycz, to podczas masażu ciała wyczuwalny staje się delikatnie cierpki, słonawy aromat, który dodaje mu charakteru i przełamuje być może dla niektórych zbyt nachalną słodycz (dla mnie oczywiście nie :D )
Zapach nie jest zbyt długo wyczuwalny na ciele, a szkoda ;)
Peeling Achae jest bardzo sypki wręcz suchy i dość mocno zmielony, a kryształki cukru i soli są drobne ale wystarczająco ostre. Dla mojej skóry 'zdzierak' idealny. Nie za słaby i nie za mocny. 


Skóra po użyciu peelingu jest bardzo miękka, gładka, bardziej sprężysta i odżywiona. 
Nie pozostawia na ciele lepkiej, tłustej warstwy, co niestety zdarzyło mi w przypadku niektórych peelingów z dodatkiem naturalnych olei. 
Nie oceniam go pod względem walki z cellulitem bo nie o to mi w tym przypadku chodziło. Zależało mi głownie na wygładzeniu i odżywieniu skóry przed i po opalaniu, i śmiało mogę powiedzieć, że spełnił swoje zadanie w 100%  :)
Gdy tylko skończę swoje opakowanie, sięgnę po wersję kokosową, która zapewne jest równie słodka i kusząca :D 


Peeling kosztuje ok. 50 zł. Poniżej podaję jego skład. Jak widzicie, jest on krótki ale treściwy ;)

Kawa, olejek kawowy, różowa sól himalajska, brązowy cukier, olej migdałowy, olejek waniliowy.

Serdecznie Wam go polecam!
A Wy lubicie peeliengi kawowe? Znacie kosmetyki Achae? :)

Aplikacje dla Kobiet w Ciąży Preglife vs Moja Ciąża. Czy warto z nich korzystać?

Aplikacje dla Kobiet w Ciąży Preglife vs Moja Ciąża. Czy warto z nich korzystać?

Cześć Kochani! Przyznaję, ostatnio zaniedbałam blogowanie ale niestety nie czułam się najlepiej i zwyczajnie brakowało mi sił, chęci, motywacji i chyba również weny ;) Ale obiecuję, że w najbliższym czasie postaram się nadrobić zaległości w pisaniu nowych postów i odwiedzę również Wasze blogi :)
Jak wiecie jestem w ciąży, a że czas płynie w zawrotnym tempie, jestem już na półmetku, a dokładnie w 25 tygodniu. Postanowiłam więc przybliżyć Wam aplikacje dostępne na telefon dla każdej przyszłej mamy (i taty ;] )
Podobnie jak w pierwszej ciąży, tak i tym razem sięgnęłam po aplikację Moja Ciąża i dodatkowo z ciekawości zainstalowałam drugą, równie popularną Preglife
Obie aplikacje są bezpłatne i dostępne na system operacyjny Android oraz iOS (Apple). 


Być może wynika to z przyzwyczajenia ale zdecydowanie bardziej odpowiada mi Moja Ciąża.
Aplikacja zawiera szczegółowe informacje na temat przebiegu ciąży i rozwoju dziecka, począwszy od zapłodnienia aż do porodu. Podając datę ostatniej miesiączki aplikacja wylicza nam, w którym tygodniu ciąży jesteśmy, a także podaje przybliżoną datę porodu. 



Dla ułatwienia, aby być na bieżąco raz  tygodniu otrzymujemy na telefon powiadomienie, informujące nas w którym tygodniu ciąży jesteśmy z dokładnym opisem zmian, jakie zachodzą u mamy oraz dziecka, a także jakie badania powinnyśmy wykonać w danym okresie ciąży. 
Dodatkowo aplikacja pozwala nam kontrolować swoją wagę. Przyznam się szczerze, że ja akurat z tej opcji raczej nie korzystam bo w moim przypadku waga prawie stoi w miejscu ;)




Preglife działa bardzo podobnie, jednak informacje na temat przebiegu ciąży i rozwoju dziecka są mniej szczegółowe niż w aplikacji Moja Ciąża. Za to bardzo podoba mi się to, że aplikacja dedykowana jest również partnerowi przyszłej mamy. 


Myślę, że dla wiele Panów, szczególnie jeśli jest to pierwsza ciąża ich partnerki, również jest to czas pełen wątpliwości i wielkich niewidomych, więc mała 'ściągawka', w której znajdą wszystkie przydatne informacje o danym okresie ciąży jest świetnym pomysłem i dużym ułatwieniem. 



Bardzo fajnym dodatkiem w aplikacji Preglife jest również licznik skurczy, który może być bardzo przydatny w ostatnich tygodniach ciąży. 



Czy warto korzystać z takich aplikacji? Zdecydowanie tak i serdecznie Wam je polecam, przede wszystkim jeśli jest to Wasza pierwsza ciąża. Uważam, że obie aplikacje świetnie poprowadzą przyszłą mamę przez ten dość trudny okres, uzupełniając wiedzę na temat przebiegu ciąży i rosnącego w brzuszku maluszka :)



25 tydzień :)

A Wy co sądzicie a takich aplikacjach? Korzystałyście, korzystacie, zamierzacie korzystać? :D
Annabelle Minerals Podkład Rozświetlający

Annabelle Minerals Podkład Rozświetlający

Cześć Kochani! Dzisiejszy post postanowiłam poświecić podkładowi, do którego podchodziłam dość sceptycznie. Nie wiem czy też tak macie ale ja zazwyczaj przed zakupem nowego kosmetyku lubię trochę o nim poczytać i zapoznać się z opiniami na jego temat. O Podkładzie Rozświetlającym Annabelle Minerals naczytałam się różnych recenzji i powiem szczerze, że nie do końca byłam do niego przekonana. Ale biorąc pod uwagę, że marka jest dość znana i lubiana postanowiłam zaryzykować.


Nie będę rozpisywać się na temat jego opakowania. Tak jak w przypadku większości kosmetyków mineralnych podkład mieści się w plastikowym pojemniczku z sitkiem. Jest dostępny w dwóch pojemnościach; 4 g za 34,90 zł oraz 10 g za 59,90 zł, więc cena całkiem przystępna. Ja zdecydowałam się na mniejsze opakowanie i cieszę się, że podjęłam taką decyzję, ponieważ pomimo tego, że z podkładu jestem bardzo zadowolona to niestety wybrałam odcień, który nie do końca współgra z naturalnym kolorem mojej skóry. Odcień, na który się zdecydowałam to Natural Light i choć jest dość jasny to delikatnie odcina się od szyi i mam wrażenie, że jest zbyt różowy.

Podkład nie jest mocno kryjący. Przy dwóch lub trzech cienkich warstwach wyrównuje koloryt skóry, przykrywa delikatne przebarwienia i dobrze radzi sobie z korektą okolic oczu ale z większymi problemami skórnymi raczej sobie nie poradzi. Natomiast dużym plusem jest to, że nie podkreśla niedoskonałości cery takich jak rozszerzone pory, czy większe, pojedyncze wypryski.
W swojej strukturze jest dość suchy, dlatego wymaga odpowiednio przygotowanej cery. Porządny krem nawilżający lub serum obowiązkowe.


Trwałość oceniam bardzo dobrze. To co mi się w nim podoba to to, że nawet jeśli po kilku godzinach zaczyna 'schodzić' z twarzy, robi to bardzo dyskretnie, bez nieestetycznych plam czy zacieków. Nie warzy się na nosie i nie 'ciastkuje' w strefie T.


Podkład rzeczywiście posiada drobinki rozświetlające, których jest dość sporo i w opakowaniu są bardzo widoczne, jednak na skórze nie odznaczają się zbyt mocno. Skłamałabym jeśli powiedziałabym, że są niewidoczne ale moim zdaniem tworzą na skórze delikatną, (no muszę użyć tego słowa ;D ) brokatową poświatę. Mnie to nie przeszkadza, wręcz uważam, że wiosną i latem dodają uroku i sprawiają, że cera wygląda na świetlistą i promienną. Jednak rozumiem też dziewczyny, którym taki efekt nie odpowiada, ponieważ nie jest to 'subtelne glow' dające efekt mokrej skóry.
Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się przybliżyć Wam efekt, jaki podkład daje na skórze.
Poniżej makijaż wykonany podkładem rozświetlającym Annabelle Minerals. Niestety zdjęcie nie jest zbyt dobrej jakości ale moim telefonem ciężko wykonać porządne selfi :D
Bardzo chciałam uchwycić drobinki rozświetlające na zdjęciach, jednak pomimo wszelkich prób nie do końca się to udało, także musicie uwierzyć mi  na słowo :D


A Wy znacie produkty Annabelle Minerals? Lubicie kosmetyki rozświetlające? Dajcie znać w komentarzach :)

WESOŁYCH ŚWIĄT! :*:*
Yope Żel pod prysznic Edycja limitowana Róża i Kadzidłowiec

Yope Żel pod prysznic Edycja limitowana Róża i Kadzidłowiec

Cześć Kochani! Dziś chcę Wam powiedzieć parę słów o nowym żelu pod prysznic marki Yope Róża i Kadzidłowiec, który pojawił się w sprzedaży tuż przed Dniem Kobiet i jak twierdzi producent jest to edycja limitowana i jak na razie nie wiadomo czy będzie dostępny w ciągłej sprzedaży.


Miałam już przyjemność posiadania żelu Dziurawiec, który bardzo polubiłam przede wszystkim za zapach (dla mnie pachniał wanilią z domieszką delikatnych przypraw i cytrusów) oraz za delikatność dla skóry. Gdy tylko zobaczyłam nowość marki Yope wiedziałam, że ten żel po prostu muszę mieć, a szczerze mówiąc zdobycie go nie było takie proste. Dostępny był tylko w perfumerii Douglas. W Łodzi objechałam wszystkie i niestety był wyprzedany, a w perfumerii online również rozszedł się w ekspresowym tempie, więc gdy tylko pojawił się ponownie na stronie Douglasa od razu go zamówiłam. Przez moment miałam chęć zakupić od razu 2 buteleczki ale na szczęście pozostałam przy jednej. Dlaczego 'na szczęście'? Żel swoim działaniem niczym nie różni się od poprzedniej wersji, którą używałam. Łagodnie myje, delikatnie się pieni i nie wysusza skóry. Może jest ciut gęstszy i bardziej hmm oleisty? Chyba tak mogę określić jego konsystencję:D
Jednak zapach jest dla mnie nie do przyjęcia. Moim zdaniem zalatuje babcinymi perfumami. Jest to typowy aromat róży znany z tanich perfum dostępnych na bazarku. A jak no złość zapach ten wyczuwalny jest nie tylko podczas mycia, ale również skóra pachnie nim jeszcze sporo czasu po kąpieli. Być może fanki różanych aromatów będę nim zachwycone. Ja chcę go jak najszybciej zużyć i o nim zapomnieć. 



INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Citric Acid, Sorbitan Sesquicaprylate, Parfum, Glycerin, Boswellia Carterii Resin Extract, Rosa Gallica Flower Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Nie chciałabym abyście moją opinię odebrały jako złą. Żel jako produkt myjący swoją funkcję spełnia wzorowo, jednak po takich zachwytach nad jego zapachem w sieci jakich naczytałam się przed jego zakupem spodziewałam się zupełnie czegoś innego;) Nie odradzam i nie polecam ale ja niestety trochę się rozczarowałam.
Żel kupiłam w promocji za niecałe 15 zł, więc za taki skład i sporą buteleczkę o pojemności 400 ml uważam, że całkiem rozsądnie. Obecnie żel dostępny jest już w wielu drogeriach internetowych, a stacjonarnie możecie go kupić w Douglasie i w Drogerii Pigment.
A Wy znacie produkty Yope? :)


Moje TOP 3 Perfumy damskie

Moje TOP 3 Perfumy damskie

Witajcie! Emocje po sobotnich targach już opadły, nowości kosmetyczne poszły w ruch, więc już niebawem będę mogła przygotować dla Was kolejne recenzje, mam nadzieję, że same pozytywne :D
A dziś chcę Wam przedstawić moje 3 ulubione zapachy. 
Nie będę ukrywać, że jestem prawdziwą zapachomaniaczką i lubię otaczać się pięknymi aromatami nie tylko jeśli chodzi o perfumy, ale również świece czy kosmetyki.
Bardzo często z zapachami wiążemy różne wspomnienia i często jest to wyznacznik tego czy dany zapach kojarzy nam się dobrze czy źle. Perfumy, które dziś Wam przedstawię są dla mnie ważne nie tylko ze względu na zapach ale właśnie na wspomnienia z nim związane. 


Na pierwszym miejscu oczywiście La Vie Est Belle marki Lancome. "Życie jest piękne", to adekwatna nazwa tego zapachu, który kojarzy mi się z latem, beztroską i wycieczkami motocyklowymi z jeszcze wtedy przyszłym mężem. 
Perfumy są przepełnione słodyczą, pudrowością i zmysłowością. Idealne dla subtelnej romantyczki, która z jednej strony jest delikatną kobietą, a z drugiej potrafi być dominującą, niezależną bizneswomen. Perfumy są ciężkie i bardzo trwałe. Zdecydowanie przyciągają uwagę i nie pozostają obojętne dla otocznia. Początkowo wyczuwalne są słodkie aromaty porzeczki i gruszki z domieszką irysa. Następnie stopniowo wybijają się mocniejsze nuty kwiatowe połączone z wanilią i paczulą przez co zapach nabiera pudrowości i ciężkości.


Nuty przekrojowe: irys, akord gourmand
Nuty głowy: gruszka, czarna porzeczka
Nuty serca: absolut kwiatu pomarańczy i jaśminu
Nuty bazy: olejek paczuli, fasola Tonka, wanilia 

Ceny wahają się od 200 do 500 zł w zależności od pojemności flakonika.
Na iperfumy.pl często można dostać je w promcji już od 160 zł za najmniejszą buteleczkę 30 ml.
Moim zdaniem są warte każdej złotówki :D

Kolejne perfumy to Tomorrow marki Avon. Powiem szczerze, że zawsze sceptycznie podchodziłam do 'avanoskich' zapachów i kiedy po raz pierwszy poczułam je na koleżance byłam w szoku, że tak piękny i intensywny zapach jest dziełem tej marki. W rezultacie dostałam je właśnie od niej (dzięki Madzia!) na urodziny i nie ukrywam, że był to prezent niezwykle trafiony:) 
To kolejne perfumy, które przywołują wspomnienia wakacyjnej beztroski i imprez do białego rana. 


Tomorrow to zapach idealny na dzień jak na wieczór. Są słodkie ale nieprzesłodzone. Wyraźnie wyczuwalne są słodkie aromaty maliny i brzoskwini przyprawionych odrobiną pieprzu i paczuli. Dalej rozwija się piękny, kwiatowy aromat otulony piżmem i drzewem sandałowym. Zmysłowy, pociągający ale na pewno nie przytłaczający. Trwałość genialna. Czuję je na sobie od rana do wieczora, a na ubraniach pachną aż do kolejnego prania. 

Nuty zapachowe:
nuta głowy: liście paczuli, aksamitka, brzoskwinia, szczyptą pieprzu
nuta serca: indyjski jaśmin, afrykański fiołek, peonia, kwiat pomarańczy
nuta bazy: piżmo, drzewo sandałowe, palisander.

Za flakonik o pojemności 50 ml zapłacimy ok. 50 zł, więc jak dla mnie rewelacja.



Ostatni zapach, o którym chciałabym Wam opowiedzieć to DKNY Be Tempted Ice Apple. Są to stosunkowo nowe perfumy zakupione przeze mnie zupełnie w ciemno na stronie perfumerii Douglas. Skusiła mnie promocja (149 zł-50 ml, cena regularna to 279 zł) i piękny hmm powiedzmy, że flakonik utrzymany w 'jabłuszkowym stylu' z 'mroźną' strukturą szkła.


To była miłość od pierwszego 'PSIK'. Zapach jest obłędny. Owocowy, słodki i nieprzewidywalny. Na samym początku dosłownie zalatuje chłodem soczystych owoców, żeby później otulić nas ciepłem słodkiej, kremowej wanilii. Świetnie wpisze się w zimowe jak i upalne dni. Zapach kobiecy, mocny ale nie dominujący i na pewno nie banalny. Dla mnie po prostu idealny!

Nuty zapachowe:
Czarna porzeczka, lukrecja, czerwone jagody, jabłko, olejek różany, fiołki, kwiat pomarańczy, kwiat pomarańczy, paczula, wanilia, mirra. 


A jakie są Wasze ulubione perfumy? Czym kierujecie się przy wyborze zapachu idealnego?:)



Copyright © 2014 Naturalnie Mineralnie , Blogger