Hialuronowe serum żelowe Nacomi Nie dla każdego!

15 sierpnia

Hialuronowe serum żelowe Nacomi Nie dla każdego!

Jakiś czas temu na Insagramie wspominałam Wam, że moja cera ostatnio przechodzi mały kryzys. 
Zapewne mają na to wpływ upały ale też winą za obecny stan skóry obarczam hormony, które w ostatnich tygodniach ciąży wręcz szaleją. Serio, to nie żaden mit, że kobieta w ciąży potrafi śmiać się i płakać jednocześnie. TO SZCZERA PRAWDA. Mężu, współczuję Ci ;)
Przechodząc jednak do sedna sprawy ze względu na to, że w ostatnim czasie skóra zaczęła dość mocno wydzielać sebum, a do tego pojawiły się rożnego rodzaju niedoskonałości w postaci zaskórników i rozszerzonych porów postanowiłam zrezygnować z typowo nawilżających i odżywczych kremów na rzecz lekkiego, Żelowego Serum Hialuronowego od Nacomi. 


Niestety po kilkunastu dniach stosowania serum muszę przyznać, że zdecydowanie nie jest to produkt dla mnie. 
W pierwszym momencie byłam nim zachwycona. Skóra po jego użyciu, choć lekko się kleiła po chwili stawała się gładka, matowa, a do tego przyjemny efekt chłodzenia w te cieple dni był wręcz zbawienny. Makijaż mineralny całkiem nieźle do niego przylegał ALE tylko przez pierwsze 2-3 godziny. Później zaczął się ważyć i nieestetycznie schodzić, szczególnie z okolic nosa. 


O ile podkład Pixie jakoś przetrwał na mojej twarzy do końca dnia, o tyle próba z podkładem Ecolore i Annebelle Minerals zakończyła się totalną klapą. Ponadto miałam uczucie mokrej, spoconej skóry. 
Postanowiłam wypróbować serum jako produkt pielęgnacyjny na noc. I tu pojawił się podobny schemat jego działania na skórze. Po nałożeniu lekko lepka, później matowa, a na końcu wręcz mokra. Mam wrażenie, że serum po prosu nie wchłania się całkowicie, pozostawiając początkowe złudne uczucie nawilżenia i wygładzenia. Jedyny plus to kwiatowo-pudrowy zapach. Serum nie pogorszyło stanu skóry ale też w żaden pozytywny sposób nie wpłynęło na jej kondycję.
Nie wiem czy zużyje produkt do końca. 
Szczerze mówiąc nie bardzo mam pomysł jak go wykorzystać. Może spróbuję nakładać pod maski algowe ;)
A Wy jakie produkty do pielęgnacji cery stosujecie latem? Macie swoje sprawdzone kosmetyki, które jednocześnie nawilżają i nie obciążają skóry w upalne dni?

INCI: Aqua, Glycerin, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Sodium Polycrylate Starch, Soluble Collagen, Benzyl Alcohol, Parfum, Propylene Glycol, Honey Extract, Sodium PCA, Hyaluronic Acid, Hydrolyzed Elastin, Dehydroacetic Acid, Glycogen, Serine, CI 42090.
Evree Magic Rose. Upiększający krem pod oczy. Tani, a skuteczny?

12 sierpnia

Evree Magic Rose. Upiększający krem pod oczy. Tani, a skuteczny?

Jak wiecie moja skóra pod oczami jest bardzo wrażliwa i wymagająca. Wiele kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji skóry wokół oczu niestety mnie  podrażnia lub powoduje reakcję alergiczną. Przy okazji zakupów na cocolita.pl natknęłam się na krem upiększający z serii Magic Rose marki Evree, a że cena była bardzo kusząca (ok. 9 zł) postawiłam zaryzykować. I tu moje zaskoczenie, ponieważ krem choć idealny nie jest, to sprawdza się całkiem dobrze. 




Producent obiecuje nam rozświetlenie i natychmiastowe upiększenie skóry okolic oczu. Ponadto przy regularnym stosowaniu, krem ma za zadanie nawilżyć, uelastycznić skórę, zmniejszyć obrzęki i zasinienia, a także przyczynić się do redukcji zmarszczek. 
Kremu używam codziennie rano. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż, subtelnie rozświetla i całkiem dobrze nawilża. 


I na tym bym poprzestała :D Krem w żaden sposób nie wygładza zmarszczek ale tego szczerze mówiąc nawet nie oczekiwałam. Nie radzi sobie również z większymi sińcami pod oczami. Ot zwykły, lekki ale całkiem przyjemny kremik, który swoim działaniem krzywdy nie robi ale spektakularnych efektów pielęgnacyjnych również nie daje. 
Czy warto? Ocenę pozostawiam Wam :) Ja raczej ponownie go nie kupię, choć jestem nim pozytywnie zaskoczona :)



INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Isostearyl, Isostearate, Isopropyl Myristate, PPG-15, Stearyl Ether, Synthetic Fluorphlogopile, Titanum Dioxide, Tin Oxide, Hesperidin Methyl Chalcone, Steareth-20, Dipeptide-2, Palmitoyl Tetrapeptide-3, Triethyl Citrate, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Propanediol, Myrciaria Dubia Friut Extract, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Simmondsia Chinensis (jojoba) seed oil, Magnifera Indica Seed Butter, Butylospermum Parkii (Shea) Butter, Propylene Glycol, Rosa Damascena Flower Extract, Salvia Hispanica (Chia) Seed Oil, Urea, Sodium Polyacrylate, Pentaerythrityl Distearate, Panthenol, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Allantoin, Lactic Acid, Disodium EDTA, Parfum, Eugenol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Citronellol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate.

Próbki kosmetyków. I co tu z nimi począć?

11 sierpnia

Próbki kosmetyków. I co tu z nimi począć?


Dzisiaj postanowiłam zajrzeć do mojego pudełka z próbkami. Wiecie ile ich nazbierałam? Ponad 50! Niestety większość z nich kompletnie mi nie pasuje. Jasne, że fajnie jest dostać coś nowego do przetestowania (tym bardziej za darmo) ale większość sklepów wrzuca próbki do zamówień losowo. I tak w swoich zapasach znajdę kremy do skóry trądzikowej, wypełniacze zmarszczek, wszelkiego rodzaju sera, podkłady, itp. Pytanie czy rzeczywiście potrzebuję takie produkty w ogóle testować. Szkoda, że sklepy internetowe nie dają nam możliwości wyboru. Wolałabym otrzymać np. 2 próbki kremu, który rzeczywiście mnie interesuje niż garść saszetek z kosmetykami zupełnie mi zbędnymi. Czasami robiąc zakupy u danego producenta sama proszę o dołączenie kosmetyku do przetestowania i bardzo mi miło, że zazwyczaj taki mały gratis otrzymuję ale wtedy wiem, że jest to produkt konkretnej marki i mniej więcej wiem czego mogę się spodziewać ;) 
A Wy co o tym myślicie? Zużywacie wszystkie próbki, które otrzymujecie podczas zakupów? 
Lovingeco. Magiczny peeling do ciała

02 sierpnia

Lovingeco. Magiczny peeling do ciała

Dlaczego magiczny? Otóż scrub otrzymujemy w formie żelowej, a pod wpływem wody żelowa pasta zmienia się w aksamitne mleczko z drobinkami peelingującymi. Brzmi znajomo? Podobnie dzieje się w przypadku Naturalnej Galaretki do Demakijażu KLIK, która z galaretki zmienia swoją konsystencję na bardziej kremową. 


Peeling "gel to milk" pokochałam od pierwszego użycia! Rzeczywiście pod wpływem wody scrub robi się typowo kremowy z wyczuwalnymi drobinkami ścierającymi. Jest to jeden z delikatniejszych peelingów do ciała jakie używałam. W składzie znajdziemy min. cukier trzcinowy, exfoliator z ryżu, naturalne oleje (słonecznikowy, makadamia, ze słodkich migdałów. arganowy, z baobabu). Tak więc odżywcza bomba dla naszej skóry. Drobinki peelingujące są niewielkie i bardzo delikatne w porównaniu np. z peelingiem śliwkowym Ministerstwa Dobrego Mydła KLIK


Pomimo swojej delikatności scrub skutecznie usuwa martwy naskórek, wygładza i odświeża skórę. Nie obawiałam się nawet zastosowania go na ciążowy brzuszek. W przeciwieństwie do innych peelingów bogatych w oleje, scrub Lovingeco nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na skórze. Ciało jest przyjemnie gładkie, nawilżone ale bez uczucia lepkości czy tłustości, więc produkt idealny na lato. 


Zapach jest bardzo delikatny, mydlano-pomarańczowy, który wyczuwalny jest jedynie podczas aplikacji. 
Jedyny minus to słaba wydajność. Przy regularnym stosowaniu ok. 2 razy w tygodniu bardzo szybko znika z opakowania. W moim przypadku starczył na ponad miesiąc, więc w porównaniu z innymi peelingami zdecydowanie skończył się szybciej. 
Jednak pomimo tego myślę, że jeszcze nie raz zagości w mojej łazience. Jest to produkt delikatny dla skóry ale skuteczny w sowim działaniu. Do tego pięknie pachnie i nie podrażnia nawet skóry wrażliwej. Świetny polski, naturalny kosmetyk. Oby więcej takich! :)



INCI:Sucrose, Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Propanediol, Oryza Sativa Powder, Olive Glycerides, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sucrose Palmitate, Argania Spinosa Kernel Oil, Adansonia Digitata Seed Oil, Parfum, Tocopherol, Daucus Carota Sativa Root Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Beta Carotene, Linalool, Limonene.



Ciąża to nie choroba ale...

27 lipca

Ciąża to nie choroba ale...

...przyszła mama nie zawsze czuje się tak dobrze jakby tego oczekiwała. Ból pleców, zadyszka, opuchnięte nogi, zmienność nastroju, powiększający się brzuszek, a do tego dość mocne kopniaki małego lokatora skutecznie potrafią utrudnić codziennie funkcjonowanie. Obecnie jestem w 36  TC i choć większość rzeczy w domu i nie tylko wykonuję sama to bywają takie dni że po prostu nie mam siły. 

 

Nie oczekuję od innych, że będą obchodzić się ze mną jak z jajkiem ze względu na mój obecny stan ale liczę na odrobinę wyrozumiałości i uprzejmości ze strony innych, również obcych mi ludzi. Niestety próżno szukać pomocy i zrozumienia poruszając się komunikacją miejską lub robiąc zakupy w osiedlowych sklepach. Choć brzuszek już pokaźny i nie trudno zauważyć, że jestem w ciąży niestety rzadko, a wręcz prawie wcale zdarza się, że ktoś ustąpi miejsca w autobusie czy tramwaju lub przepuści w kolejce do kasy. Bo przecież każdy się spieszy i wszyscy zmęczeni. A już największy "hitem" są tzw. kasy pierwszeństwa w marketach. Jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się aby ktoś mnie przepuścił. Szkoda, że w takich sytuacjach personel sklepu również nie reaguje. Wyjątkiem są drogerie typu Rossmann, Hebe, gdzie kobieta z brzuszkiem obsługiwana jest poza kolejnością. To jest bardzo miłe i dziękuję za taką politykę sklepu :)


Szkoda, ze w naszym społeczeństwie panuje tzw. znieczulica i każdy pilnuje jedynie swojego nosa i miejsca w kolejce. Cieszę się, że do porodu został już tylko miesiąc. Choć ciążę powszechnie nazywa się pięknym stanem dla mnie w ostatnich tygodniach to katorga, a pogoda i obojętność otoczenia skutecznie pogłębiają moją frustrację i zniecierpliwienie. Trzeci raz nie dam się w to wrobić ;) To moja druga i zarazem ostatnia ciąża.

Czekam na Wasze komentarze, jestem ciekawa co Wy o tym wszystkim myślicie? :)
Organique. Mleczne ukojenie dla suchej skóry

27 lipca

Organique. Mleczne ukojenie dla suchej skóry

Dziś krótko i na temat ;) Uwielbiam kosmetyki Organique. Jako konsultantka marki znam wszystkie kosmetyki zarówno od strony teoretycznej jak i praktycznej. Jednak Kojące Masło do Ciała Kozie Mleko&Liczi z terapii łagodzącej to dla mnie produkt nr 1, do którego mam słabość od samego początku. Nie wiem ile opakowań już zużyłam ale to na pewno nie jest ostatnie ;)


Masło ma puszystą konsystencję. Idealnie sunie po ciele, pozostawiając na skórze delikatną warstwę ochronną, która po niedługim czasie całkowicie się wchłania. Świetnie nawilża, koi i regeneruje skórę także po opalaniu. 


Masło stosuję również do pielęgnacji ciążowego brzuszka dodając odrobinę oleju arganowego. Skóra pozostaje gładka, delikatna i aksamitna w dotyku oraz (odpukać) nie pojawiły się na niej żadne rozstępy ale zaznaczam, że nie jest to jedyny produkt pielęgnacyjny jaki obecnie stosuję. 


Do tego zapach, od którego jestem uzależniona. 
Pachnie mydlano, lekko pudrowo, trochę niemowlęco, czyli biorąc pod uwagę mój obecny stan idealnie :D
Domyślam się, że możecie zarzucić mi, że moja opinia nie jest zbyt obiektywna ale zapewniam Was, że  Masło z Kozim Mlekiem i Liczi to po prostu dobry produkt, który bez wahania i z czystym sumieniem mogę polecić każdej kobiecie, która szuka kosmetyku kompleksowo dbającego o skórę :) 



INCI: AQUA, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), GLYCERIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERYL STEARATE, CERA ALBA, GLYCERYL STEARATE CITRATE, CAPRAE LAC EXTRACT, PEARL EXTRACT, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, LITCHI CHINENSIS FRUIT EXTRACT, TOCOPHERYL ACETATE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, HYDROXYETHYL ACRYLATE, SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, SODIUM HYDROXIDE, CITRIC ACID

A Wy znacie kosmetyki Organique? :)
Delicje w szklanym słoiku czyli śliwkowy peeling Ministerstwa Dobrego Mydła

22 lipca

Delicje w szklanym słoiku czyli śliwkowy peeling Ministerstwa Dobrego Mydła

Cześć Kochani. Kilka dni temu na instagramie wspominałam o recenzji Peelingu Śliwkowego marki Ministerstwo Dobrego Mydła. Miała się pojawić na blogu już tydzień temu ale jak zwykle doba za krótka ;) A więc dziś nadrabiam zaległości. Jak wiecie uwielbiam polskie produkty naturalne, a w szczególności te tworzone z pasją przez małe manufaktury kosmetyczne. Jedną z takich marek jest właśnie MDM, a ich peeling z olejem śliwkowym to już kultowy i uwielbiany przez blogerki produkt. Nic dziwnego. Peeling zamknięty jest w dużym, ciężkim, szklanym słoiku o pojemności 300 g. W składzie znajdziemy min. cukier trzcinowy, wspomniany już olej śliwkowy, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej z awokado, masło shea i kakaowe oraz  wosk pszczeli. 


Drobiny cukru są dość duże i ostre, więc jest to idealny zdzierak dla zwolenniczek mocnego masażu skóry. 
Przez zawartość tak dużej ilości olei peeling jest nieco tłusty, a po jego użyciu na ciele pozostaje wyczuwalna warstwa. Będąc w ciąży moja skóra jest mocno przesuszona, więc ten efekt bardzo mi odpowiada. 


Po zabiegu peelingiem śliwkowym skóra jest mocno odżywiona, natłuszczona z lekkim 'efektem glow' :D Nie ma potrzeby aby po kąpieli dodatkowo nakładać balsam lub inny produkt nawilżający.
Jeśli chodzi o zapach, choć przez większość uwielbiany i zachwalany, to mnie niestety aż tak nie zachwycił. Niektórzy porównują go do Delicji i faktycznie takie jest pierwsze skojarzenie, jednak o ile w słoiku aromat słodkości bardzo mi się podoba, to na skórze nieco mnie drażni. Być może jest to spowodowane moim obecnym stanem i po ciąży nie będzie mnie już tak męczył. 


Uważam, że jest to bardzo dobry, naturalny produkt z cudownym składem i dość specyficznym zapachem, który na pewno spodoba się zwolennikom słodkich, jedzeniowych aromatów. Pozostawia dość mocno wyczuwalną, tłustą warstwę na skórze, więc na pewno nie jest to produkt dla każdego. Jednak pomimo kilku wad bardzo go lubię i myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę, tym bardziej, że cena również nie jest wygórowana. Na stronie producenta kosztuje 38 zł.

Pełny skład peelingu;
Cukier trzcinowy, olej z pestek śliwki francuskiej, witamina E, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej z awokado, masło kakaowe, masło shea, olej makadamia, wosk pszczeli, ferment z rzodkwi, ekstrakt z kokosa, skwalan z oliwek, olej z rącznika, aromat kosmetyczny, gliceryna roślinna.

A Wy jakie peelingi lubicie najbardziej? :)
Iossi. Czekolada i pomarańcza Maseczka Rewitalizująco Relaksująca

07 lipca

Iossi. Czekolada i pomarańcza Maseczka Rewitalizująco Relaksująca

Cześć Kochani. Wiecie, że dziś obchodzimy Światowy Dzień Czekolady? Idealne święto dla łasuchów :D Wszyscy, którzy uwielbiają czekoladę powinni 'spróbować' maseczkę z czekoladą i pomarańczą marki Iossi. Dzięki zawartości olejku pomarańczowego maska ma za zadanie zrewitalizować i oczyścić naszą skórę, a czekolada, która jest bogatym źródłem antyoksydantów i zawiera sporą dawkę magnezu i żelaza sprawi, że skóra będzie gładka i wypoczęta. Dodatkowo jak wszyscy wiemy czekolada podnosi w mózgu poziom serotoniny czyli hormonu szczęścia, a więc dobry nastrój podczas nakładania maseczki gwarantowany! :D 

W maseczce znajdziemy również  bogate w mikroelementy glinkę czerwoną oraz białą, a także łagodzącą alantoinę. 
Maseczka zamknięta jest w szklanym słoiczku o pojemności 120 ml. Na stronie producenta zapłacimy za nią 55 zł. Zdecydowałam się na nią głównie ze względu na glinkę białą i czerwoną,, które świetnie sprawdzają się w przypadku cery z problemami naczyniowymi. Niestety, choć maska bardzo dobrze oczyszcza i wygładza skórę u mnie powoduje lekkie zaczerwienienie. Myślę, że dzieje się tak za sprawą olejku z pomarańczy, dlatego stosuję maseczkę nie więcej niż raz w tygodniu. Zapach cudowny! Kojarzy się z gorzką czekoladą z dodatkiem skórki pomarańczy. Rzeczywiście jest to bardzo przyjemny, relaksujący aromat, więc przygotowywanie maski to sama przyjemność. 


Moim zdaniem jest to dobry, naturalny produkt, który dobrze oczyszcza skórę i pozostawią ją miłą w dotyku ale bez spektakularnych efektów. Być może gdybym używała maseczki częściej rezultaty jej stosowania byłyby  bardziej widoczne. Czy polecam? I tak i nie. Dla posiadaczek skóry normalnej, potrzebującej oczyszczenia, lekkiego zwężenia porów i rewitalizacji na pewno będzie świetny wyborem, jednak osoby mające skórę wrażliwą powinny na nią uważać.
A Wy znacie maseczki Iossi? Lubicie przygotowywać maski glinkowe? :)

Źródło: www.iossi.eu
Copyright © 2017 Naturalnie Mineralnie