Iossi. Czekolada i pomarańcza Maseczka Rewitalizująco Relaksująca

07 lipca

Iossi. Czekolada i pomarańcza Maseczka Rewitalizująco Relaksująca

Cześć Kochani. Wiecie, że dziś obchodzimy Światowy Dzień Czekolady? Idealne święto dla łasuchów :D Wszyscy, którzy uwielbiają czekoladę powinni 'spróbować' maseczkę z czekoladą i pomarańczą marki Iossi. Dzięki zawartości olejku pomarańczowego maska ma za zadanie zrewitalizować i oczyścić naszą skórę, a czekolada, która jest bogatym źródłem antyoksydantów i zawiera sporą dawkę magnezu i żelaza sprawi, że skóra będzie gładka i wypoczęta. Dodatkowo jak wszyscy wiemy czekolada podnosi w mózgu poziom serotoniny czyli hormonu szczęścia, a więc dobry nastrój podczas nakładania maseczki gwarantowany! :D 

W maseczce znajdziemy również  bogate w mikroelementy glinkę czerwoną oraz białą, a także łagodzącą alantoinę. 
Maseczka zamknięta jest w szklanym słoiczku o pojemności 120 ml. Na stronie producenta zapłacimy za nią 55 zł. Zdecydowałam się na nią głównie ze względu na glinkę białą i czerwoną,, które świetnie sprawdzają się w przypadku cery z problemami naczyniowymi. Niestety, choć maska bardzo dobrze oczyszcza i wygładza skórę u mnie powoduje lekkie zaczerwienienie. Myślę, że dzieje się tak za sprawą olejku z pomarańczy, dlatego stosuję maseczkę nie więcej niż raz w tygodniu. Zapach cudowny! Kojarzy się z gorzką czekoladą z dodatkiem skórki pomarańczy. Rzeczywiście jest to bardzo przyjemny, relaksujący aromat, więc przygotowywanie maski to sama przyjemność. 


Moim zdaniem jest to dobry, naturalny produkt, który dobrze oczyszcza skórę i pozostawią ją miłą w dotyku ale bez spektakularnych efektów. Być może gdybym używała maseczki częściej rezultaty jej stosowania byłyby  bardziej widoczne. Czy polecam? I tak i nie. Dla posiadaczek skóry normalnej, potrzebującej oczyszczenia, lekkiego zwężenia porów i rewitalizacji na pewno będzie świetny wyborem, jednak osoby mające skórę wrażliwą powinny na nią uważać.
A Wy znacie maseczki Iossi? Lubicie przygotowywać maski glinkowe? :)

Źródło: www.iossi.eu
Imię dla Córeczki. Niezłe wyzwanie.

01 lipca

Imię dla Córeczki. Niezłe wyzwanie.

Kochani jak wiecie pod koniec sierpnia na świat przyjdzie nasza Córeczka. Nie możemy się doczekać i choć wyprawka już gotowa to cały czas mieliśmy ogromny problem z wyborem imienia. Za krótkie, za długie, zbyt pospolite, nie podoba się Dziadkom, nie podoba się mnie, nie pasuje Mężowi i jeszcze wiele innych argumentów, przez które powoli skreślaliśmy kolejne imiona z listy. 


Tak naprawdę choć wybór imienia dla dziecka wydaje się błahą sprawą, to moim zdaniem nie jest to takie proste i oczywiste. Musimy pamiętać, że imię towarzyszy nam przez całe życie, w różnych sytuacjach i okolicznościach będziemy się nim przedstawiać. Uważam, że imię powinno mieć taką formę (bądź nawet kilka) aby pasowało do maluszka, nastolatka i dorosłej osoby.



Moje typy to Oliwia, Julia i Hania (Hanna). Za to mąż chciał Jagodę lub Andżelikę, przy czym to ostatnie w ogóle nie wchodziło w grę ;) W końcu przeglądając raz jeszcze imiennik, bardzo spodobało mi się imię Liliana i Alicja. Oba pasują do naszego krótkiego nazwiska, można je zdrabniać na wiele sposobów; Lila, Lilka, Lili, Ala (tak wiem, jest do zdrobnienie od Aliny ale przyjęło się również jako krótsza forma Alicji), Alusia, itp. Do tego pełna forma tych dwóch imion moim zdaniem jest bardzo ładna i nie aż tak popularna jak np, Julia, Oliwia czy Lena, choć uważam, że są to naprawdę piękna imiona.
Mężowi również te dwa imiona przypadły do gustu ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na Alicję. Wszyscy zadowoleni i mam nadzieję, że jego posiadaczka również w przyszłości nie powie nam "jakie paskudne imię mi wybraliście!" :D

A Wam jak się podoba? Czym Wy kierowałyście się przy wybieraniu imion dla swoich Pociech?
Jakie są Wasze typy jeśli chodzi o imina dla dziewczynek? Dajcie znać w komentarzach, bardzo jestem ciekawa Waszych opinii :)
La-Le Masło pod Oczy. W końcu bez podrażnień!

30 czerwca

La-Le Masło pod Oczy. W końcu bez podrażnień!

Moi Drodzy, jak wiecie mam bardzo wrażliwą skórę pod oczami. Wiele produktów takich jak sera, kremy, a nawet płyny micelarne potrafią ją podrażnić i wywołać reakcję alergiczną. Przetestowałam już wiele kosmetyków do pielęgnacji skóry okolic oczu ale zwykle taki produkt nie spełniał moich oczekiwań ze względu na reakcję skóry, która robiła się czerwona i choć nie piekła i nie swędziała, a zaczerwienienie po kilku minutach znikało, to zdecydowanie nie było to zbyt komfortowe i nie zachęcało do dalszego stosowania ów kosmetyku. 


Na targach kosmetycznych miałam przyjemność poznać markę La-Le. Jest to krakowska marka kosmetyków wegańskich, produkowanych na bieżąco w krótkich partiach. Producent bazuje na własnych maceratach, ziołach, naturalnych olejach i olejkach eterycznych. 
W ofercie marki znajdziemy min. masła do ciała, kremy do twarzy, dezodoranty w kremie, pomadki do ust, a nawet proszek do zmywarki! 
Opakowania są bardzo proste, przejrzyste, wręcz apteczne. Minimalizm w najczystszej postaci, który bardzo mi odpowiada i wzbudza zaufanie, dając poczucie produktu o dobrym, prostym składzie. 


Masło pod oczy Zielona Herbata posiada właściwości mocno detoksykujące, odświeżające i redukujące zmarszczki. Sprawia, że skóra jest wypoczęta i odpowiednio odżywiona. Może być stosowane również w przypadku skóry z problemami naczyniowymi. 
Producent sugeruje stosowanie produktu na noc i tak właśnie go używam, ze względu na treściwą, tłustą konsystencję. Masło delikatnie wklepuję pod oczy i na powieki. Nie wchłania się całkowicie, pozostawiając wyczuwalną warstwę na skórze ale jako produkt polecany do pielęgnacji nocnej ma do tego pełne prawo :D 


Masła używam już ok. 3 miesięcy i śmiało mogę powiedzieć, że jest to najlepszy produkt do pielęgnacji skóry wokół oczy jaki miałam przyjemność (bądź nie) używać. To co w nim lubię najbardziej to brak jakiekolwiek podrażnienia delikatnej skóry pod oczami. Produkt wręcz koi, wygładza i lekko rozjaśnia. Skóra jest napięta, wyraźnie odżywiona i nawilżona. Nie redukuje zmarszczek ale powiedzmy sobie szczerze, żaden krem nie sprawi, że znikną one w 100%. 
Zapach jest delikatny, świeży, bardzo przyjemny, a to pewnie za sprawą olejku eterycznego Green Tea,
Opakowanie 30 ml powinniśmy zużyć w ciągu 16 tygodni od otwarcia. Po 3 miesiącach regularnego stosowania zostało mi jeszcze ok. pół słoiczka, więc produkt jest bardzo wydajny i raczej nie zdążę zużyć go przed upływem 4 miesięcy ale po tym czasie na pewno wykorzystam go jeszcze do pielęgnacji skórek przy paznokciach bądź do stóp :)



Skład: Masło shea, macerat z zielonej herbaty, ekstrakt z zielonej herbaty, olejek eteryczny green tea, mika

Cena to 20 zł na stronie producenta, a czas oczekiwania na produkt to ok. 7 dni, ze względu na to, że kosmetyki produkowane są na bieżąco po dokonaniu zamówienia. 
Jak dla mnie minusów brak, a ja jestem wręcz oczarowana marką La-Le :)
A Wy znacie ich produkty? Jakie kosmetyki stosujecie w pielęgnacji skóry wokół oczu? :)


źródło: www.la-le.pl, www.kopalnia-zdrowia.pl
Lovingeco Naturalny Omega Regenerujący Olejek do Twarzy. Uwielbiam!

23 czerwca

Lovingeco Naturalny Omega Regenerujący Olejek do Twarzy. Uwielbiam!

Cześć Kochani. Nie będę kolejny raz usprawiedliwiać swojej długiej nieobecności. No cóż, doba jest zdecydowanie za krótka, a 14-tygodniowy szczeniak i niesforny dwulatek pochłaniają większość mojego czasu ;) Do tego minione upały i dolegliwości III trymestru ciąży dały się we znaki i przyznam się szczerze, że ostatnio trochę opadłam z sił. 
Ale za to dzisiaj chcę przedstawić Wam produkt, który choć wygląda niepozornie skradł moje serce w 100%. A mowa o Olejku Regenerującym do Twarzy z serii Omega polskiej marki Lovingeco
Jest to kompozycja 6 naturalnych olejów: słonecznikowego, makadamia, migdałowego, arganowego, z baobabu oraz jojoba zamknięta w 30 ml, szklanej buteleczce z dozownikiem. 


Producent zaleca stosowanie olejku do skóry twarzy, szyi i dekoltu raz dziennie, najlepiej na noc. Ja używam go tak naprawdę do wszystkiego. Do włosów, twarzy, dekoltu. Do pielęgnacji ciążowego brzuszka i skórek przy paznokciach. Uwielbiam go nie tylko za działanie ale również piękny, subtelny, bardzo kobiecy aromat, który jako jeden z niewielu w ostatnim czasie nie powoduje u mnie mdłości i nie męczy nosa ;) 


Bardzo lubię nakładać go po kąpieli na lekko wilgotną skórę. W moim przypadku nie wchłania się całkowicie pozostawiając delikatną warstwę na skórze, co przy stosowaniu na noc zupełnie mi nie przeszkadza. Za to rano skóra jest bardzo miękka, gładka, cudownie odżywiona. Rzadziej stosuję go do pielęgnacji twarzy właśnie ze względu na to, że jednak pozostaje wyczuwalny na skórze, a przy wyższych temperaturach moja twarz dosłownie się poci, więc nie chcę jej dodatkowo natłuszczać. 


Za to świetnie sprawdza się jako serum na końcówki włosów. W minimalnej ilości nakładam go na kocówki np, przed suszeniem zabezpieczając je przed wysoką temperaturą. Włosy pięknie lśnią. nie puszą się. Wyglądają po prostu zdrowo :)


Jak widzicie olejek jest kosmetykiem wielofunkcyjnym i sprawdza się nie tylko do pielęgnacji twarzy ale również włosów i całego ciała. 
Dla mnie to zdecydowany hit marki Lovingeco i serdecznie Wam go polecam. Szkoda, że nie występuje w większej pojemności bo stosowany na wiele sposobów bardzo szybko znika z buteleczki. 
Cena to 35 zł na stronie producenta.
Poniżej pełny skład produktu

INCI: Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Olive Glycerides, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Adansonia Digitata Seed Oil, Tocopherol, Parfum.

A Wy macie takie kosmetyki, które stosujecie nie tylko zgodnie z ich przeznaczeniem?
Znacie markę Lovingeco? :)
Pozdrawiam ciepło :)
Cześć, jestem Aslan! :)

05 czerwca

Cześć, jestem Aslan! :)

Kochani wiem, że ostatnio bardzo zaniedbuję blogowanie ale mam na to usprawiedliwienie :D
Kilka dni temu nasza rodzinka powiększyła się o 11 tygodniowego czworonoga. Razem z mężem podjęliśmy decyzję o zakupie Berneńskiego Psa Pasterskiego z Hodowli Pasja Wyboru. 


Wiem, że dla wielu osób nasza decyzja może wydawać się pochopna i nie do końca rozsądna. Mamy dwuletniego synka, a w dodatku w sierpniu przyjdzie na świat nasza córeczka. Jednak przez to, że zarówno ja, jak i mój mąż wychowywaliśmy się w towarzystwie pieska, to nie wyobrażam sobie aby nasze dzieci nie miły psiego przyjaciela. Nie ukrywam, jest ciężko. Nauka czystości, 'docieranie się' dziecka z wcale nie małym szczeniakiem, a do tego powiększający się brzuszek i inne ciążowe dolegliwości. Szczerze? Mieszanka wybuchowa! Jednak z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że ani trochę nie żałuję tej decyzji. Cudownie się patrzy jak dwuletni Skarbek z dokładnością układa zabawki i kocyk w posłaniu psiaka. Jak delikatnie go głaszcze i choć jeszcze trochę niepewnie szuka z nim kontaktu. Aslan za to skrupulatnie wylizuje małe stópki Nikosia i traktuje go jak swojego, psiego brata, czasami zbyt entuzjastycznie reagując na jego towarzystwo :D Do tego podkradnie zabawek (tak, była już wojna o piszczącą piłkę), wykradnie jedzenia z miski, podgryzanie wszystkiego i wszystkich. Nie jest lekko ale za to wesoło, rodzinnie, po prostu pięknie :)




A Wy jesteście za czy przeciw wychowywaniu się dzieci razem ze zwierzętami? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na ten temat :) 
Kłopotliwa Maska Algowa z Borówką Nacomi + Shaker

19 maja

Kłopotliwa Maska Algowa z Borówką Nacomi + Shaker

Cześć Wszystkim! Jestem ciekawa, czy macie w swoich kosmetycznych zbiorach taki produkt, który z jednej strony uwielbiacie ze względu na dobroczynne działanie na skórę, a z drugiej jego używanie spędza Wam sen z powiek? W moim przypadku takim "kwiatkiem" jest właśnie Maska Algowa z Borówką marki Nacomi


Uwielbiam maseczki w takiej formie, więc pełna entuzjazmu, zabrałam się za przygotowywanie odpowiedniej konsystencji maski.
Jak przygotowuje się maski algowe chyba nikomu nie muszę tłumaczyć. Sama również byłam pewna swoich umiejętności, w końcu w szkole kosmetycznej nie jedną taką "papkę" mieszałam.


Niestety tym razem przygotowanie jednolitej masy graniczy z cudem. Próbowałam już na wiele sposobów; w różnych proporcjach, z ciepłą, letnią i zimną wodą. Za każdym razem maska jest pełna grudek i równomierne nałożenie jej na skórę jest niewykonalne. 
Skusiłam się więc na Shaker do masek algowych, który proponuje Nacomi. Niestety i z jego pomocą próba przygotowania odpowiedniej konsystencji maski zakończyła się niepowodzeniem.



ALE! Jeśli już uda nam się nałożyć na twarz przygotowanego (przepraszam za określenie) "gluta" to zapewniam Was, że będziecie bardzo zadowolone z efektów, jakie otrzymujemy na skórze po jego usunięciu. 
"Maseczkę" pozostawiam na twarzy przez ok. 15-20 minut. W tym czasie glut/maseczka zastyga na buzi dając efekt lekkiego chłodzenia. Zdjęcie jej w całości również jest mało prawdopodobne ale już nie będę się czepiać :D Niemniej, maska choć kłopotliwa w użytkowaniu, jest naprawdę skuteczna. Dedykowana cerze wrażliwej i naczynkowej (czyt. mojej) idealnie ją wycisza, delikatnie rozjaśnia i cudownie nawilża. Skóra jest gładka, miękka w dotyku, a zaczerwienienia są zdecydowanie mniej widoczne. 


Z tego co dowiedziałam się od innych dziewczyn na profilu społecznościowym Nacomi, wiele z nich również miało trudności z przygotowaniem maseczki. Podobno pojawiła się partia kosmetyków, w których taki problem występował ale nie zawsze maski algowe Nacomi są tak kłopotliwe z przyrządzeniu. Własnie skończyłam swoje pierwsze opakowanie i zamierzam zamówić następne. Jestem ciekawa czy tym razem TRAFIĘ DOBRZE :D

A Wy lubcie maski algowe? Macie problemy z ich przygotowywaniem? Może macie swoje sprawdzone sposoby, dzięki którym maseczki zawsze wychodzą Wam perfekcyjnie? 
Podzielcie się w komentarzach :)

PS Sezon na truskawki uważam za otwarty :D



Achae. Mój nr 1 wśród peelingów kawowych!

12 maja

Achae. Mój nr 1 wśród peelingów kawowych!

Kochani jakiś czas temu pisałam Wam recenzję peelingu kawowego marki Body Boom KLIK
Nadal uważam, że jest świetny ale na tą chwilę Peeling Kawowy Waniliowy marki Achae to mój zdecydowany faworyt! :)


Nie ukrywam, że będąc na ostatnich Ekotykach skusiłam się na niego ze względu na przepiękne opakowanie. Peeling zamknięty jest w szklanym słoiczku o pojemności 200 ml z uroczą etykietą. Uwielbiam takie detale, które cieszą oko i zachęcają do natychmiastowego użycia produktu ;) 
Waniliowo kawowy zapach również nie pozostaje obojętny. Jest cudowny, otulający i bardzo apetyczny, choć o ile w opakowaniu czuć jedynie słodycz, to podczas masażu ciała wyczuwalny staje się delikatnie cierpki, słonawy aromat, który dodaje mu charakteru i przełamuje być może dla niektórych zbyt nachalną słodycz (dla mnie oczywiście nie :D )
Zapach nie jest zbyt długo wyczuwalny na ciele, a szkoda ;)
Peeling Achae jest bardzo sypki wręcz suchy i dość mocno zmielony, a kryształki cukru i soli są drobne ale wystarczająco ostre. Dla mojej skóry 'zdzierak' idealny. Nie za słaby i nie za mocny. 


Skóra po użyciu peelingu jest bardzo miękka, gładka, bardziej sprężysta i odżywiona. 
Nie pozostawia na ciele lepkiej, tłustej warstwy, co niestety zdarzyło mi w przypadku niektórych peelingów z dodatkiem naturalnych olei. 
Nie oceniam go pod względem walki z cellulitem bo nie o to mi w tym przypadku chodziło. Zależało mi głownie na wygładzeniu i odżywieniu skóry przed i po opalaniu, i śmiało mogę powiedzieć, że spełnił swoje zadanie w 100%  :)
Gdy tylko skończę swoje opakowanie, sięgnę po wersję kokosową, która zapewne jest równie słodka i kusząca :D 


Peeling kosztuje ok. 50 zł. Poniżej podaję jego skład. Jak widzicie, jest on krótki ale treściwy ;)

Kawa, olejek kawowy, różowa sól himalajska, brązowy cukier, olej migdałowy, olejek waniliowy.

Serdecznie Wam go polecam!
A Wy lubicie peeliengi kawowe? Znacie kosmetyki Achae? :)

Aplikacje dla Kobiet w Ciąży Preglife vs Moja Ciąża. Czy warto z nich korzystać?

09 maja

Aplikacje dla Kobiet w Ciąży Preglife vs Moja Ciąża. Czy warto z nich korzystać?

Cześć Kochani! Przyznaję, ostatnio zaniedbałam blogowanie ale niestety nie czułam się najlepiej i zwyczajnie brakowało mi sił, chęci, motywacji i chyba również weny ;) Ale obiecuję, że w najbliższym czasie postaram się nadrobić zaległości w pisaniu nowych postów i odwiedzę również Wasze blogi :)
Jak wiecie jestem w ciąży, a że czas płynie w zawrotnym tempie, jestem już na półmetku, a dokładnie w 25 tygodniu. Postanowiłam więc przybliżyć Wam aplikacje dostępne na telefon dla każdej przyszłej mamy (i taty ;] )
Podobnie jak w pierwszej ciąży, tak i tym razem sięgnęłam po aplikację Moja Ciąża i dodatkowo z ciekawości zainstalowałam drugą, równie popularną Preglife
Obie aplikacje są bezpłatne i dostępne na system operacyjny Android oraz iOS (Apple). 


Być może wynika to z przyzwyczajenia ale zdecydowanie bardziej odpowiada mi Moja Ciąża.
Aplikacja zawiera szczegółowe informacje na temat przebiegu ciąży i rozwoju dziecka, począwszy od zapłodnienia aż do porodu. Podając datę ostatniej miesiączki aplikacja wylicza nam, w którym tygodniu ciąży jesteśmy, a także podaje przybliżoną datę porodu. 



Dla ułatwienia, aby być na bieżąco raz  tygodniu otrzymujemy na telefon powiadomienie, informujące nas w którym tygodniu ciąży jesteśmy z dokładnym opisem zmian, jakie zachodzą u mamy oraz dziecka, a także jakie badania powinnyśmy wykonać w danym okresie ciąży. 
Dodatkowo aplikacja pozwala nam kontrolować swoją wagę. Przyznam się szczerze, że ja akurat z tej opcji raczej nie korzystam bo w moim przypadku waga prawie stoi w miejscu ;)




Preglife działa bardzo podobnie, jednak informacje na temat przebiegu ciąży i rozwoju dziecka są mniej szczegółowe niż w aplikacji Moja Ciąża. Za to bardzo podoba mi się to, że aplikacja dedykowana jest również partnerowi przyszłej mamy. 


Myślę, że dla wiele Panów, szczególnie jeśli jest to pierwsza ciąża ich partnerki, również jest to czas pełen wątpliwości i wielkich niewidomych, więc mała 'ściągawka', w której znajdą wszystkie przydatne informacje o danym okresie ciąży jest świetnym pomysłem i dużym ułatwieniem. 



Bardzo fajnym dodatkiem w aplikacji Preglife jest również licznik skurczy, który może być bardzo przydatny w ostatnich tygodniach ciąży. 



Czy warto korzystać z takich aplikacji? Zdecydowanie tak i serdecznie Wam je polecam, przede wszystkim jeśli jest to Wasza pierwsza ciąża. Uważam, że obie aplikacje świetnie poprowadzą przyszłą mamę przez ten dość trudny okres, uzupełniając wiedzę na temat przebiegu ciąży i rosnącego w brzuszku maluszka :)



25 tydzień :)

A Wy co sądzicie a takich aplikacjach? Korzystałyście, korzystacie, zamierzacie korzystać? :D
Copyright © 2017 Naturalnie Mineralnie