20 sierpnia

Wybielanie zębów z preparatami Dr. Martin Shwarz. Recenzja żelu Expert 38%.

Wybielanie zębów z preparatami Dr. Martin Shwarz. Recenzja żelu Expert 38%.

Witajcie. Dziś post o tematyce zupełnie innej niż naturalne kosmetyki. Jakiś czas temu podjęłam współpracę z marką Dr. Martin Schwarz. To niemiecki producent produktów do pielęgnacji jamy ustnej i  zębów. W ramach współpracy otrzymałam zestaw preparatów wybielających. Nie ukrywam, że byłam dość sceptycznie nastawiona do domowego wybielania ze względu na skuteczność i przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo stosowania tego typu produktów w zaciszu domowym. 

W skład zestawu wchodziły wybielacze do zębów Expert 38%, zestaw nakładek termokurczliwych Flexi Trays oraz żel do usuwania płytki nazębnej Bioscaling. Nie będę rozpisywać się na temat szczegółowych danych dotyczących powyższych produktów, ponieważ wszystkie potrzebne informacje znajdziecie na stronie producenta. Opiszę Wam sposób w jaki stosowałam preparaty oraz moje odczucia i efekty jakie dzięki nim uzyskałam. 


W pierwszej kolejności należy przygotować nakładki Flexi Trays tak aby pasowały do kształtu naszego uzębienia. W tym celu trzeba zanurzyć nakładki w wodzie o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza na   5-8 sekund. Pod wpływem ciepła nakładka mięknie, dzięki czemu możemy dopasować ją do kształtu naszych zębów. I tu pojawił się pierwszy problem. O ile na górnym łuku zębowym nakładka idealnie dopasowała się do kształtu, tak na dolnym było już nieco gorzej ze względu na nierówne uzębienie. Kilka dolnych zębów jest nieco wysunięta do przodu i ciężko było dospawać nakładkę tak, aby przylegała idealnie. Na sam koniec należy zanurzyć nakładki w lodowatej wodzie w celu utrwalenia ostatecznego kształtu.

Jeśli mamy już przygotowane nakładki możemy przystąpić do procesu wybielania, który może trwać maksymalnie 12 dni. Aby uzyskać najlepsze rezultaty należy zabieg powtarzać codziennie w 30 minutowych sesjach.

Pierwszym zalecanym etapem jest użycie żelu do usuwania płytki nazębnej, bakterii i wirusów Bioscaling. Preparat skutecznie redukuje ilość nagromadzonych na powierzchni zębów bakterii oraz przeciwdziała tworzeniu się biofilmu, który prowadzi do powstania kamienia nazębnego. 

Kolejnym kluczowym elementem wybielania jest preparat Expert 38%. Jest to żel, który powoduje utlenienie i likwidację – osadzających się na zębach – niepożądanych pigmentów organicznych (występujących np. w kawie, herbacie, winie etc.). Według producenta końcowy rezultat całego cyklu zazwyczaj rozjaśnia zęby o 4-8 odcieni. 

Ja stosowałam preparat Expert 38% przez 6 dni. Podczas pierwszej aplikacji odczuwałam delikatne mrowienie na podniebieniu i dziąsłach. Prawdopodobnie dostało się w te miejsca trochę preparatu. Przy następnych sesjach tego problemu już nie było. Po pierwszym użyciu efekt wybielenia był bardzo widoczny, podobanie jak po dwóch kolejnych aplikacjach. I tak naprawdę na trzeciej sesji mogłabym zakończyć, ponieważ po następnych aplikacjach nie było już znacznej równicy. Nie widziałam żadnej zmiany między 3 a 6 zastosowaniem preparatu. 

Wybielanie zębów żelem Expert 38% jest bezbolesne i co ważne nie powoduje nadwrażliwości zębów i dziąseł. Celowo wstrzymałam się z recenzją kilka dni od zakończonej kuracji aby móc ocenić czy preparat nie wpłynął negatywnie na szkliwo i czy efekt bielszych zębów nie zniknie zaraz po procesie wybielania. Na ten moment mogę śmiało stwierdzić, że nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków, a ok. dwa tygodnie po całym zabiegu zęby nadal są białe, tak jak tuż po ostatniej aplikacji żelu. Bardzo jestem ciekawa jak długo ten efekt się utrzyma. Patrząc na zdjęcia mój pierwotny odcień przed wybielaniem to B2 natomiast po preparatach Dr. Martin W2/W3, a więc zmiana o 3 tony. Jak dla mnie całkiem nieźle. Jedyny minus to nakładki, które nie do końca dopasowały się do dolnego łuku zębowego przez co efekt na dolnych zębach jest nieco słabszy.


Czy polecam tego typu rozwiązania? Raczej tak, jednak przed użyciem preparatów wybielających zalecałabym konsultację stomatologiczną. Moim zdaniem są to świetne produkty bankietowe, które idealnie sprawdzą się aby kilka dni sprzed "wielkim wyjściem" skutecznie i bezboleśnie poprawić wygląd naszych zębów.

Szczegółowe informacje na temat preparatów znajdziecie na stronie  https://drmartinschwarz.com/pl/



24 lipca

Olśniewające lato z Balsamami Rozświetlającymi Resibo

Olśniewające lato z Balsamami Rozświetlającymi Resibo
Witajcie! Lato w pełni, pogoda przepiękna, aż strach pomyśleć co będzie za 3 miesiące :D Kocham lato, słońce, morze, a jesień i zima to dla mnie okres, który zwyczajnie próbuję przetrwać ;) ALE korzystajmy z tego co tu i teraz! A najbliższy weekend zapowiada się wspaniale :) 
Jak zapewne zauważyliście w tym sezonie mamy dosłownie wysyp rozświetlających nowości kosmetycznych. Niedawno wspominałam Wam o balsamie Glow marki Clochee, a dziś przyszedł czas na moim zdecydowanych faworytów w tej dziedzinie. Dwie nowe perełki marki Resibo. 


Zacznę od mojego TOTAL LOVE czyli balsamu Superstar ;)
Jest to produkt nie tylko rozświetlający, ale również poprawiający koloryt skóry. Dzięki niemu uzyskamy efekt subtelnej, zdrowej opalenizny. Nie jest to jednak typowy samoopalacz! Balsam nadaje skórze piękny odcień, delikatnie maskuje niedoskonałości i dodatkowo daje optyczny efekt wyszczuplenia, który utrzymuje się do kąpieli. Pod wpływem wody i żelu do mycia balsam bez problemu zmywa się ze skóry. I tu pojawia się pierwszy i w zasadzie jedyny jego minus. Lubi delikatnie przybrudzić ubrania. Niestety delikatnie odbija się na szwach lub ramiączkach od biustonosza. Zakładając jasną bieliznę mamy pewność, że zostaną na niej ślady balsamu. Na szczęście bez problemu się spierają, także jestem w stanie mu to wybaczyć ;) Po za tym efekt, jaki daje na skórze zdecydowanie nam to rekompensuje. 


Naprawdę nie spotkałam jeszcze produktu, który zrobiłaby na mnie aż takie wrażenie WOW. Na opalonej już skórze wygląda jeszcze piękniej! Genialnie podbija opaleniznę, a ciało wygląda mega apetycznie, świetliście i zdrowo.


Natomiast balsam Mastertouch to po prostu świetny rozświetlacz. Mieszanka różnych odcieni rozświetlających drobinek zawartych w balsamie tworzy na skórze taflę, idealnie dopasowującą się do każdej karnacji. Również delikatnie poprawia koloryt, choć w tym przypadku efekt jest subtelniejszy. Ja lubię nakładać go na przednie części ramion i obojczyki. Przepięknie je uwydatnia i naprawdę dzięki temu ciało napiera trójwymiarowego looku, a więc świetnie jest łączyć go razem z Superstarem.


Oba balsamy otrzymujemy w szklanych buteleczkach z pompką o pojemności 100 ml. Ich głównym składnikiem pielęgnacyjnym jest ekstrakt z liści jarmużu, który wykazuje natychmiastową aktywność przeciwutleniającą, poprawia naturalną odporność skóry na stres, a w efekcie – nadaje jej równomierny, zdrowy i promienny wygląd.
Balsamy mają leciutką konsystencję, wchłaniają się natychmiastowo i mają przepiękny, soczysty zapach ananasa. Dla mnie oba balsamy to totalne hity, które razem genialnie się uzupełniają.


Cena jednego balsamu to 99 zł na stronie producenta. Wiem, nie jest to mało ale śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że są to produkty luksusowe, na które warto przeznaczyć kilka złotych więcej ;) Z tego co widziałam na stronie Resibo są dostępne próbki, a więc idealna opcja dla niezdecydowanych :)
Dajcie znać czy już ich używaliście i jakie są Wasze wrażenia. Pochwalcie się też Waszymi perełkami nierozświetlającymi :)
Besos :*

19 czerwca

Organique Zmysłowa pielęgnacja ciała

Organique Zmysłowa pielęgnacja ciała
Dzień dobry w piątek! Przedstawiam Wam jeden z moich ulubionych produktów Organique czyli Lekkie Masło do Ciała Czarna Orchidea. Jeejuu jak to pachnie! Przyznaję, że mam słabość do marki już od kilku lat. Pracowałam również jako konsultantka marki i większość kosmetyków przetestowałam na własnej skórze.


Organique posiada w swojej ofercie lepsze i gorsze produkty pod względem składów i faktycznie można dostać bardziej naturalne kosmetyki w podobnej cenie. Ale jeśli chodzi o zapachy to Organique nie ma sobie równych. Celowo zaczęłam właśnie od zapachu, ponieważ w moim odczuciu jest po prostu obłędny! Kwiatowy, perfumowany, bardzo kobiecy i wręcz zmysłowy. Jeśli jesteście fankami kultowych perfum Lancome La Vie Est Belle, to będziecie zachwycone ;) Zapach jest dość intensywny i długo pozostaje na skórze. Jeśli chodzi o działanie to nie mam żadnych zastrzeżeń. 


Genialnie nawilża, nawet skórę mocno przesuszoną po opalaniu. Wygładza i mam wrażenie, że również delikatnie uelastycznia. Świetnie się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy za to mamy poczucie, że ciało jest zadbane i dopieszczone w 100%. Masło możemy zakupić na stronie producenta za 69 zł, a więc jest to raczej średnia półka cenowa. Uważam, że jest dość wydajne i po ok. 2 miesiącach aplikowania go raz lub dwa razy dziennie, pozostało trochę mniej niż połowa słoiczka. 


Rytuał z Czarną Orchideą możemy również dopełnić produktami kąpielowymi np. pianką do mycia ciała, kulą do kąpieli czy solą, a jeśli chcemy przedłużyć trwałość aromatu Czarnej Orchidei świetnie sprawdzi się nawilżająca mgiełka, która przyjemnie otula ciało tym samym cudownym zapachem i z powodzeniem zastąpi nam perfumy.
Lubicie kosmetyki Organique? Macie wśród nich swoich ulubieńców? A może znacie inne wspaniale pachnące kosmetyki?
Besos :*

18 czerwca

Rozświetlenie ciała z marką Clochee

Rozświetlenie ciała z marką Clochee
Cześć Kochane! :) Dziś kilka słów o nowym balsamie rozświetlającym marki Clochee. W tym sezonie wiosenno-letnim zdecydowanie króluje błysk. Dopiero co zaopatrzyłam się w olejek rozświetlający od Hagi, a niedawno w sprzedaży pojawił się balsam rozświetlający GLOW marki Clochee. Już nie wspomnę o premierze, nowych balsamów rozświetlających Resibo, która miała miejsce kilka dni temu ;) Ekstra, mnie się ten trend podoba 💚 Rozświetlona, lekko muśnięta słońcem skóra zawsze wygląda zdrowiej i hmm apetyczniej? Taki właśnie efekt daje nam balsam Clochee, który oprócz złotej miki zawiera również erytrulozę oraz bursztyn, dzięki którym skóra nabiera pięknego, zdrowego kolorytu. Jest to również kosmetyk pielęgnacyjny, który dzięki zwartości żelu aloesowego i masła shea nawilża i uelastycznia skórę. Do tego obłędny soczysty typowo wakacyjny zapach. Balsam jest w edycji limitowanej i choć nie jest idealny, to mam nadzieję, że zostanie w ofercie na stałe.


Rozświetlacz ma bardzo rzadką konsystencję, więc trzeba uważać aby nie wylać go za dużo. Nie posiada typowych drobinek ale ładnie się błyszczy tworząc piękną taflę na skórze. Rozświetlenie jest dość mocne i widoczne szczególnie w słońcu. W porze wieczorowej lub w sztucznym świetle niestety traci na intensywności i widać, że jesteśmy czymś wysmarowane ale efekt tafli znika. Nakłada się dobrze, raczej nie zrobimy sobie nim plam. Nie zakrywa niedoskonałości skóry i nie jest samoopalaczem. W moim przypadku ładnie podkreśla delikatną opaleniznę.


Wchłania się błyskawicznie, delikatnie nawilża ale w przypadku mocno wysuszonej skóry lub tuż po opalaniu może okazać się za słaby. No i największy minus, ściera się w ciągu dnia. Dotykając ciało, balsam odbija się nieco na dłoni. Podobnie jeśli załóżmy ubranie. Ostatnio zarzuciłam na ręce kurtkę jeansową, a po jej zdjęciu za wiele balsamu na skórze nie zostało. Obawiam się, że podczas upałów może "spływać". Cena dość wysoka. Ok. 60 zł za 100 ml ale warto polować na promocje. Obecnie w sklepie Kopalnia Zdrowia jest -20% na całą markę Clochee :)


W moim odczuciu balsam jest dość wydajny, tym bardziej, że nakładam go jedynie na wybrane partie ciała tj. ręce, nogi, dekolt.
Czy polecam? Raczej tak i choć wśród produktów rozświetlających do ciała znalazłam już swój ideał
(na pewno niebawem Wam o nim opowiem) to myślę, że warto skusić się na niego w promocji :)
A Wam jak się podoba? Używacie tego typu kosmetyków?

25 maja

Coś nowego, coś świetnego! Hydrofilne Masło Oczyszczające Polemika

Coś nowego, coś świetnego! Hydrofilne Masło Oczyszczające Polemika
Dzień dobry! Przedstawiam Wam mistrza oczyszczania skóry, czyli Hydrofilne Masło Oczyszczające polskiej marki Polemika 💚 Jakie to jest cudo! Z ręką na sercu, nie miałam jeszcze tak skutecznego, a zarazem delikatnego produktu do mycia twarzy. Dla mnie to innowacyjny kosmetyk, który nie tylko oczyszcza skórę ale dodatkowo odżywia i rewitalizuje 💪 


Pięknie pachnie, zmywa dosłownie wszystko, nie ściąga skóry, nie uczula i nie zapycha 😍 W składzie znajdziemy min. olej ze słodkich migdałów, masło z mango 🥭, masło Shea oraz zieloną herbatę Matcha 🌿 


ALE moim zdaniem masełko ma dwie wady. Po pierwsze nie nadaje się do demakijażu oczu. Choć tusz do rzęs i kreskę zmywa perfekcyjnie, to niestety pozostawia tzw. efekt mgły. Ja powróciłam już do przedłużanych rzęs i ewentualny makijaż oka zmywam płynem micelarny, więc jakby nie patrzeć ten mały minusik jestem w stanie mu wybaczyć. Bardziej istotna sprawa to nieadekwatność ceny do wydajności. Za 100 ml produktu na stronie producenta zapłacimy 72 zł, a masło przy codziennym stosowaniu jedynie podczas wieczornego oczyszczania skóry myślę, że wystarczy na max miesiąc, a więc moim zdaniem zdecydowanie cena jest za wysoka. Czy warto zapłacić ponad 70 zł za produkt oczyszczający? Odpowiedź pozostawiam Wam. Ja będę polować na promocję ;)
Udanego tygodnia! 






17 maja

Veoli Botanica HAVE A NICE FACE Krem do twarzy na dzień głęboko nawadniający

Veoli Botanica HAVE A NICE FACE Krem do twarzy na dzień głęboko nawadniający
Witajcie! Znacie polską markę kosmetyków naturalnych Veoli Botanica? Jeśli nie to koniecznie musicie to nadrobić! To zdecydowanie innowacyjne produkty, które zachwycają składem, designem i działaniem! Dziś parę słów o nawadniającym kremie do twarzy HAVE A NICE FACE przeznaczonym do pielęgnacji skóry na dzień. Zaczęłam od próbek, a niedawno w moje ręce trafił pełnowymiarowy słoiczek 😍  Wspaniały krem, porządny nawilżacz, który wygładza, odżywia i rozświetla skórę. W konsystencji mocno treściwy, pozostawiający na skórze delikatną otulającą warstwę. Myślę, że najbardziej będą z niego zadowolone posiadaczki cery suchej. W przypadku skóry mieszanej lub tłustej może okazać się zbyt bogaty. Świetnie sprawdza się pod makijaż mineralny. Razem z podkładem Clare Blanc tworzy duet idealny. Do tego przepiękny, kobiecy, subtelny zapach. Jest to zdecydowanie mój hit w pielęgnacji dziennej 👌 


GEMMOCALM® – ulga dla podrażnionej skóry | Aktywny ekstrakt z pąków czarnej porzeczki, który łagodzi podrażnienia i koi.
HYDROAVENA – powłoka nawilżająca | Hydrolizat protein owsa intensywnie nawilżający i filmotwórczy. Wiąże wodę na powierzchni warstwy rogowej naskórka i zapewnia długotrwałe nawilżenie, czyniąc skórę wyjątkowo miękką i gładką.
LYCOMEGA – ochrona przeciw starzeniu | Naturalny kompleks z likopenem oraz kwasami Omega 3 i 6. Likopen, silny antyoksydant, hamuje procesy starzenia się komórek skóry, chroni przed stresem oksydacyjnym i promieniami UV. Kwasy Omega 3 i 6 z pestek żurawiny uzupełniają niedobory lipidów, odżywiają i regenerują.



INCI: Aqua, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glyceryl Stearate SE, Ethylhexyl Cocoate, Isostearyl Isostearate, Glycerin, Propanediol, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Xylitol, Brassica Campestris (Oleifera) Oil, Fragaria Ananassa (Strawberry) Fruit Extract, Rubis Idaeus Fruit Extract, Rubis Fruticosus Fruit Extract, Hydrolyzed Oats, Ribes Nigrum (Black Currant) Bud Extract, Solanum Lycopersicum (Tomato) Seed Oil, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Seed Oil, Tocopherol, Lycopene, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Oeonthera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Panthenol, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil, Tilia Cordata Flower Extract, Vitis Vinifera (Grape) Extract, Oryza Sativa Hull Powder, Beta-Carotene, Ascorbyl Palmitate, Alcohol, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum.

 

Cena na stronie producenta 89 zł/50 ml
Marka daje nam również możliwość przetestowania kosmetyków za darmo. 
Wystarczy, że wyślesz na poniższy adres kopertę opisaną swoim adresem i znaczek zwrotny.

Veoli Botanica Sp. z o.o.
Aleja Stanów Zjednoczonych 61
04-028 Warszawa
z dopiskiem "próbki".


16 grudnia

Rozświetlacz w kremie Miya. Kocham i nienawidzę.

Rozświetlacz w kremie Miya. Kocham i nienawidzę.
Cześć wszystkim! Myśleliście, że już nie wrócę? Nic bardziej mylnego! ;) Wiem, że dawno mnie nie było i zaniedbałam zarówno swojego bloga jak i Wasze (sorry, sorry) ale obiecuję zdecydowaną poprawę ;) Jeśli śledzicie moje IG wiecie, że sporo się u mnie dzieje, a sam profil instagramowy przestał być dla Was kosmetyczną inspiracją. No cóż, miało być koniec "beauty bloga" ale dzielnie się z Wami moimi kosmetycznymi nowościami, a przede wszystkim recenzjami jest silniejsze ode mnie :D Tak, to już swego rodzaju uzależnienie, które męczy mnie od dłuższego czasu, nie daje spać po nocach i prosi się o to aby ruszyć dupsko i zacząć pisać. Przyznaję, nie mam czasu na cykanie wypasionych zdjęć ale postaram się aby to wszystko nie wyglądało jak...no wiecie..jak pół D zza krzaka ;) Nie liczcie również na systematyczność. Po prostu będę się pojawiać ;) Uff, tyle tytułem wstępu :)
Przechodząc jednak do rozświatlacza marki Miya, tak jak w tytule: kocham, a zarazem nienawidzę! Dlaczego? Otóż mySTARlighter w odcieniu Rose Diamont daje na skórze przepiękny efekt tafli ALE moim daniem jest zbyt tłusty, mazisty i nie do końca stapia się ze skórą. Po nałożeniu (na makijaż mineralny) pozostaje lepki i wyczuwalny, daje uczucie "brudnej" skóry. Jest po prostu "ciężki" i mam wrażenie jakbym wysmarowała się smalcem. Nie wyobrażam sobie nakładać go na skórę latem podczas 30 stopniowych upałów. Efekt wizualny przepiękny. Bardzo podoba mi się jak odbija światło i podkreśla kości policzkowe ale komfort noszenia niestety zerowy. Do tego po kilku dniach w miejscach nakładania rozświetlacza zauważyłam drobne krostki, a więc wystąpiła reakcja alergiczna lub skóra troszkę się przypchała ;) W każdym razie z bólem serca muszę go schować do szuflady i szczerze mówiąc nie mam pojęcia w jaki inny sposób mogę go jeszcze wykorzystać. Macie jakiś pomysł? Dajcie znać w komentarzach!
Besos :*



Skład: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Cera Alba (Beeswax), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Salvia Hispanica (Chia) Oil, Tocopheryl Acetate, Aqua (Water), Artemia Extract, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Parfum (Fragrance), Coumarin, Hexyl Cinnamal, Limonene.





20 stycznia

Republika Mydła Sunny Touch czyli odrobina słońca zamknięta w puszystym kremie

Republika Mydła Sunny Touch czyli odrobina słońca zamknięta w puszystym kremie
Cześć Kochani! Jeszcze pod koniec lata otrzymałam od marki Republika Mydła małą paczuszkę z kosmetykami, a w niej min. Krem do Twarzy i Ciała Sunny Touch. Mój słoiczek jest już prawie pusty, a więc mogę Wam opowiedzieć co mnie w nim zachwyciło, a co nie do końca odpowiadało mojej skórze.


Zacznę od tego, że dość długo zwlekałam z przetestowaniem kremu ze względu na jego bogaty skład, którego (w jeszcze dość ciepłe dni) moja skóra zapewne by nie doceniła. 
Skład kremu bazuje na bogatych w substancje odżywcze olejach takich jak olej rokitnikowy (któremu również zawdzięcza swój przepiękny zółto-pomarańczowy kolor), olej z pestek malin, olej słonecznikowy, a także masło shea, skwalan roślinny z oliwy z oliwek oraz witaminę E. Ma puszystą, jednak dość mocno olejową konsystencję, dzięki czemu aplikacja kremu jest bardzo przyjemna. Nie wchłania się jednak całkowicie, pozostawiając lekko tłustą warstwę na skórze, przez co niestety w moim przypadku nie nadaje się do stosowania jako krem na dzień. Kosmetyki mineralne zupełnie nie współgrają z tłustą powłoką na skórze, przez co makijaż nie wygląda zbyt dobrze. Natomiast kiedy nie robię make'up sprawdza się świetnie, szczególnie w chłodne, a nawet mroźne dni. W składzie nie zawiera wody, więc idealnie radzi sobie w czasie zimowych spacerów, zabezpieczając skórę przed niekorzystnym działaniem niskiej temperatury czy wiatru. Dobrze nawilża, odżywia i wyrównuje koloryt cery. Dzięki niemu cera nabiera blasku, a suche skórki znikają. Świetnie sprawdza się również jako łagodzący kompres dla skóry na noc, szczególnie po mocniejszym oczyszczaniu cery peelingiem lub maseczką węglową. Dzięki starannie dobranym składnikom krem nie zapycha i nie pogarsza stanu skóry, więc nadaje się do każdego typu cery. 


Krem Sunny Touch nie tylko świetnie działa ale również przepięknie wygląda, a jeszcze lepiej pachnie. Nie tylko ja uważam, że w tym szklanym słoiczku znajdziemy odrobinę lata :)
Nie wiem jednak jak krem sprawdza się jako produkt pielęgnacyjny do ciała, ponieważ teraz gdy już nie jestem w ciąży, a skóra jest w zdecydowanie lepszej kondycji, nie potrzebuje już tak mocnego odżywienia i natłuszczenia. Obecnie w pielęgnacji ciała sięgam po lżejsze formuły takie jak balsamy czy musy.
Krem stosowałam również u mojego 2-letniego synka, gdy będąc w górach zapomnieliśmy o jego kremie ochronnym. Doraźnie sprawdził się super :)


Pełny skład: 
Masło Shea, Olej ze słonecznika, Olej z pestek malin, Olej z rokitnika, Skwalan roślinny, Witamina E, Aromatyczny ekstrakt botaniczny – malina: Cytrynian trietylu, Trójglicerydy kaprylowe/kaprynowe, Ekstrakt botaniczny malinowy, Ekstrakt botaniczny waniliowy, Alkohol, Ekstrakt botaniczny z jabłka, Ekstrakt botaniczny z jeżyny, Ekstrakt botaniczny z winogrona.

Podsumowując, bardzo się cieszę, że miałam okazję przetestować Sunny Touch na własnej (i nie tylko) skórze. Jako krem ochronny sprawdza się świetnie, niestety nie nadaje się pod makijaż mineralny. Latem dla mojej cery będzie zbyt treściwy ale chętnie wrócę do niego na jesień :) Krem na stronie producenta kosztuje 39,95 zł za 50 ml. 
Znacie produkty tej marki? Macie swoje ulubione "zimowe" kosmetyki bez których nie wyobrażacie sobie aby Wasza skóra przetrwała mroźną zimę? :D


Źródło www.republikamydła.com
Copyright © Naturalnie Mineralnie , Blogger